16
stycznia
2015
|
01:00
Europe/Warsaw

Sukces U400 NAC Rally Team na rajdzie Africa Eco Race 2015

Dla himalaistów – Mount Everest, dla żeglarzy – Cape Horn, a dla off-roaderów – Dakar. Miejsca owiane legendą, o których niektórzy śnią latami i których nazwa zawsze budzi żywsze bicie serca. 14 stycznia do kraju wrócili Polacy z zespołu NAC Rally Team, którzy wraz ze swoim Unimogiem po dwóch tygodniach morderczej ekspedycji osiągnęli szczyt marzeń każdego miłośnika jazdy w terenie – dotarli do mety w Dakarze, która od 7 lat stanowi cel rajdu Africa Eco Race.

Najlepsza polska drużyna w klasie ciężarowej, NAC Rally Team startowała Unimogiem U400 i globalnie wywalczył wysokie 5. miejsce, tocząc nierówny bój z dużo silniejszymi ciężarówkami. Polska załoga w składzie: Piotr Domownik, Janusz Jandrowicz i Michał Ungurian dokonała tego wyczynu niejako „przy okazji”, ponieważ jej priorytetowym zadaniem było udzielanie wsparcia na afrykańskiej trasie Pawłowi Molgo i Ernestowi Góreckiemu, startującym terenówką, która nota bene wygrała rajd w grupie aut produkcyjnych. Polski Unimog zawsze przyjeżdżał na czas, gdy był potrzebny, i wielokrotnie wyciągał z tarapatów nie tylko swoich podopiecznych. Licznych wyrazów wdzięczności doczekał się zwłaszcza po 433-kilometrowym, jednym z najtrudniejszych etapów w Mauretanii.

-  Okazało się, że mauretański piasek jest kompletnie inny od tego, który znamy z Maroka, ale na szczęście to nie przeszkodziło naszemu Unimogowi – mówi Piotr Domownik. – Wystarczyło jeszcze bardziej spuścić ciśnienie (1,2 atmosfery z przodu i 1 atmosfery z tyłu – schodzić niżej byłoby już ryzykiem), zapiąć wszystkie blokady, którymi dysponujemy, i... daliśmy radę! Dzięki temu mogliśmy pospieszyć z pomocą załodze, którą się opiekowaliśmy, kilkakrotnie wyszarpując ją z piasku. Wielokrotnie zdarzało nam się pomagać również zupełnie obcym załogom, co zostało docenione przez organizatora i naszych zagranicznych kolegów. Na wydmach nierzadko stanowiliśmy wybawienie dla zawodników, którzy po raz „siedemnasty” zakopywali się w piasku, a próbując się wydostać z opresji, nieludzko się męczyli.

Unimog, którym startowali Polacy z NAC Rally Team, to przygotowany na najtrudniejsze zadania model U400 z 2005 roku. Ciężarówka została profesjonalnie przebudowana we Włoszech przez serwis Giacoma Vismara, który w Dakarze startował aż 25 razy (m.in. wygrywając klasę ciężarówek w 1986 roku). Samochód Polaków na swym koncie ma również 3 starty w Dakarze (raz wywalczył znakomite 11. miejsce!), a także występy m.in. w egipskim Radzie Faraonów i argentyńskim Por Las Pampas. Jego ostatnim właścicielem był Włoch Pietro Fogliani.

Unimog zaliczany jest do grupy T4.1 - „ciężarówek produkcyjnych”, będącej odpowiednikiem osobowej T2. Oznacza to, iż jest prawie seryjnym pojazdem, w którym dokonano tylko niewielkich modyfikacji. Oczywiście samochód został rajdowo wyposażony – m.in. w klatkę bezpieczeństwa, fotele kubełkowe czy system gaśniczy. 6-litrowy, 6-cylindrowy silnik wysokoprężny nie był tuningowany, a jedynie wymieniono w nim filtr powietrza, zmodyfikowano elektronikę i ustawienia komputera. Auto otrzymało również dodatkowy zbiornik paliwa i w sumie zabiera na pokład 350 litrów oleju napędowego. Ponadto na długie afrykańskie etapy przewidziano aluminiowy bak umieszczony na pace, który na co dzień pozostaje zdemontowany.

U400 jest prawdziwą terenówką - posiada stały napęd na cztery koła, sportowe zawieszenie Ohlinsa, mosty portalowe i trzy mechaniczne blokady dyferencjałów. Nie ma jednak reduktora, ale w zamian za to kierowca dysponuje aż ośmioma biegami. Skrzynia biegów sterowana jest elektropneumatycznie. - To genialne rozwiązanie! - zachwyca się Piotr Domownik. - Zamiast tradycyjnego lewarka mam joystick, który przesuwam do przodu lub do tyłu, a bieg zatwierdzam poprzez naciśnięcie sprzęgła. Mam na to aż 20 sekund! Zbliżając się do zakrętu, mogę zawczasu wybrać odpowiednie przełożenie, a bieg zmienić tuż przed samym skrętem, trzymając obie ręce na kierownicy!

Dużą zaletą auta jest jego seryjny system centralnego pompowania kół, który niezależnie obsługuje przednią i tylną oś (lub obie naraz). Przed wjechaniem w rejon wydm (lub po jego opuszczeniu) zawodnicy nie muszą zatrzymywać się, a co najwyżej zwolnić, gdyż paradoksalnie pompowanie powietrza trwa krócej od jego spuszczania. System pompowania przydaje się również, gdy Unimog łapie kapcia. Korzystając z zalet felg pierścieniowych, załoga szybko wymienia uszkodzoną oponę, a system błyskawicznie pompuje koło. Na wszelki wypadek na pace przewożony jest zapas w postaci jednego koła i jednej opony. Ponadto załoga transportuje zwykle około 250 kilogramów części zamiennych i 50 kilogramów narzędzi. Są to wyłącznie rzeczy podstawowe – poważniejsza naprawa na środku pustyni i tak jest niemożliwa.

Zawodnicy chwalą możliwości off-roadowe Unimoga, który znakomicie czuje się w każdym terenie, a kiedy trzeba, potrafi pędzić po bezdrożach z prędkością 120 km/h. Jego żywiołem są jednak wydmy. Choć waży blisko 6 ton, znakomicie radzi sobie na piasku dzięki ogromnym oponom, które przy niskim ciśnieniu „rozpłaszczają się”, pełniąc funkcję gąsienic.

Piotr Domownik dojeżdżając Unimogiem do Dakaru, spełnił jedno ze swoich życiowych marzeń. - Chciałem tu kiedyś dotrzeć na kołach i nie w roli turysty – mówi. – Udało się! Teraz coraz trudniej będzie nam wytyczać nowe rajdowe cele, ale na pewno niebawem się takie znajdą.

Kontakt:

Aleksander Rzepecki Tel. +22 / 312 72 23
aleksander.rzepecki@daimler.com